Opowiem ci bajkę:

Pewien człowiek zgubił się na pustyni. Nie miał przy sobie żadnej wody, więc szukał jej, ale bezskutecznie. Opadał już z sił i braku wody, kiedy ujrzał mężczyznę sprzedającego … krawaty. Ten powiedział, że nie ma wody, ale może mu sprzedać krawat.

Spragniony człowiek nazwał sprzedawcę głupim i nienormalnym, bo kto przy zdrowych zmysłach sprzedaje krawaty na pustyni, i odszedł.

Szedł dalej i natknął się na wspaniałą restaurację z hotelem. Ochroniarz, który stał na bramce, powiedział mu jednak, że to jest elegancki lokal i bez krawata nie wpuszczają.

 

Morał: pustynią jest świat; tymi sprzedawcami krawatów są ewangelizatorzy, których nazywa się szaleńcami i głupcami, bo chcą przekazać ludziom słowo Boże, które uratuje ich od zguby.

No bo, jak rozpada ci się małżeństwo, to głupcem nazywasz tego, który mówi ci: idź do spowiedzi, pojednaj się z Bogiem, wróć do Niego. Tak to nie. Ty oczekujesz cudownego uzdrowienia twoich relacji ze współmałżonkiem bez żadnej pracy nad związkiem z twojej i małżonka strony.

I znając słowo Boże mógłbyś/mogłabyś wejść na wspaniałą ucztę Pana, ale twoja dusza nie jest przygotowana na to spotkanie, dlatego na ucztę nie zostaniesz wpuszczony/wpuszczona, co się wiąże ze śmiercią z pragnienia.

Ewelina Szot