W mojej torebce noszę bat na Szatana – różaniec. Mam go zawsze przy sobie.

Tak wiele osób nie docenia Różańca i nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jest to potężna modlitwa.

To nie jest bezmyślne powtarzanie w kółko „Zdrowaś Maryjo”. Nad każdym wypowiadanym słowem powinniśmy się głęboko zastanowić.

Ja każde „Zdrowaś Maryjo” kieruję do Maryi. Wyobrażam sobie, że jest Ona tuż obok i każdą modlitwę kieruję do Niej, tak jakbym z Nią rozmawiała.

Staram się nie „klepać” tej modlitwy, wiedząc, że każde, odmówione ze starannością „Zdrowaś Maryjo” potrafi zatrząść całym piekłem.

Dwie pierwsze części to pozdrowienie Archanioła Gabriela i słowa św. Elżbiety wypowiedziane do Maryi. Trzecia część została dodana w XIV w. kiedy to w Europie panowała epidemia dżumy – „Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”.

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort pisze, że: „Zdrowaś Maryjo dobrze odmawiane, czyli uważnie, z nabożeństwem i pokorą, jest według świadectwa świętych nieprzyjacielem szatana, którego zmusza do ucieczki, młotem, który go miażdży, uświęceniem duszy, radością aniołów, śpiewem wybranych, pieśnią Nowego Testamentu, radością Maryi i chwałą Trójcy Przenajświętszej. Zdrowaś Maryjo jest rosą niebieską, która czyni duszę urodzajną; jest czystym i pełnym miłości pocałunkiem, jaki składamy Maryi; jest czerwoną różą, którą Jej ofiarujemy, kosztowną perłą, którą Jej składamy w ofierze; jest czarą ambrozji i boskiego nektaru, który Jej dajemy”.

Pamiętajmy zatem o tej modlitwie.

Ewelina Szot