Czy ratunkiem dla świata są tylko i wyłącznie układy polityczne; przepisy prawne; akcje na rzecz ochrony klimatu, eksperymenty medyczne, mające na celu wynalezienie nowej szczepionki albo stworzenie narządu gotowego do przeszczepu?

            Czy bardziej powinniśmy się martwić rosnącą inflacją czy rozpadem milionów rodzin w wyniku plagi rozwodów?

            Czy nie powinniśmy się zastanowić dlaczego teraz ludzie są jacy są?

            Cofnijmy się o około 100 lat.

            Rok 1917 – objawienia Maryi w Fatimie. Matka Boża ostrzega przed II wojną światową i prosi o codzienne odmawianie różańca, by jej uniknąć. Prosi także o odprawianie nabożeństw 5 pierwszych sobót.

            1920 r. – bitwa warszawska – cud nad Wisłą. 9-dniowa nowenna do św. Andrzeja Boboli – patrona Polski (miejmy nadzieję, że kiedyś głównego patrona) skutkuje pojawieniem się Matki Bożej i pokonanie wojsk bolszewickich.

            Lipiec 1938 r. – sługa Boża Rozalia Celakówna pisze: „Zobaczyłam, w sposób duchowy, granicę polsko-niemiecką, począwszy od Śląska aż do Pomorza, całą w ogniu. Widok był naprawdę przerażający. Zdawało się, że ogień zniszczy cały świat.

Usłyszałam: „Moje dziecko, będzie straszliwa wojna, która spowoduje wielkie zniszczenie. Niemcy upadną, bo Mnie nie uznają jako swego Boga i Króla, i Pana.

Warszawa będzie zniszczona, Warszawa legnie w gruzach.

Jest ratunek dla Polski, jeżeli Mnie uzna za swego Króla i Pana przez intronizację.”

 

            Teraz zastanówmy się, co w całej historii ludzkości poszło nie tak? Czy była w tym wszystkim jakakolwiek wina Boga, skoro On nas ostrzegał, a myśmy Go nie posłuchali?

            Czy dziś to, jacy ludzie są nie wynika przypadkiem z tego, jak są wychowywani? Czy jeśli dziecko nie widzi modlących się rodziców, samo będzie się modliło?

            Może więc trzeba spojrzeć na siebie, jaki/jaka ty jesteś?

Ewelina Szot