Wszystkich nas dopada strach. Strach o swoje zdrowie, o finanse, o bliskich, o zdanie innych…

           Myślicie, że ja kilka lat temu się nie bałam, gdy zostałam pozbawiona dobrego zdrowia i sprawności? Trochę nie byłam świadoma po pierwszych dwóch wylewach tego niebezpieczeństwa, które mogło w każdej chwili nastąpić, bo przecież w mojej głowie była aktywna bomba gotowa w każdej chwili eksplodować – naczyniak.

            I stało się – trzeciego wylewu dostałam 08.01.2015 r. Dał o sobie znać poprzez bóle głowy. Pojechaliśmy do lekarza i po tomografii okazało się, że miałam kolejny wylew.

            Transportowano mnie więc karetką do szpitala w Rzeszowie. Ja byłam w pełni świadoma, czułam się dobrze, ale nie wolno było mi wstawać.

            W Rzeszowie czekano, że może wszystko się wchłonie. Tak minęły 2 tygodnie, gdzie nic się nie wydarzyło, a ja musiałam je spędzić w łóżku.

            To był koszmar – leżeć ciągle w łóżku, gdy czujesz się dobrze.

            W końcu mój mąż (zapewne z pomocą Pana Jezusa, bo po ludzku to nie było możliwe) zorganizował u jednego z najlepszych specjalistów – prof. Trojanowskiego z Lublina, zabieg embolizacji, który miał mnie wyleczyć.

            Wszystko zostało załatwione w ciągu kilku dni. 21.01.2015 r. przeszłam w Lublinie zabieg embolizacji. Wszystko się udało. Byłam zdrowa!!!

            Do lipca musiałam się jednak oszczędzać – wtedy czekało mnie kontrolne badanie w Lubinie.

            Pan Jezus postanowił wyleczyć mnie osobiście – dotknął mojej głowy przez ręce księdza na mszy o uzdrowienie 25.03. 2015 r. (Uroczystość Zwiastowania Pańskiego). Kiedy w lipcu pojechałam na badanie kontrolne okazało się, że jestem zdrowa.

            Teraz wiem, że jest przy mnie Jezus, więc czego mam się lękać? Że ludzie mnie wyśmieją za to, co robię i jakie mam poglądy? A to dobre. Kto mi może zagrażać, jeśli wiem, że Bóg jest ze mną?

            Dziś tak wiele ludzi się boi, zwłaszcza tego, co sobie inni pomyślą. Dla mnie liczy się to, co sobie Bóg pomyśli, a ludziom chce pokazać Jego prawdziwy wizerunek, dlatego posłuchałam Go i wypłynęłam na głębię – napisałam książkę i piszę coś cały czas.

            Powiedziałam: Patrzcie taka jestem, a to wszystko zasługa Boga. Wszystko od Niego pochodzi i wszystko Jemu zawdzięczam.

            Fantastycznie byłoby, gdyby inni patrząc na mój przykład dostrzegli działanie Boga, odkryli w sobie odwagę i też zaczęli Mu służyć.

 

        Ewelina Szot