Większość ludzi boi się zaufać Bogu, zwłaszcza, gdy nie wiedzą jakie skutki w ich życiu przyniesie ta decyzja.

Stojąc przed takim dylematem warto przypomnieć sobie historię Józefa i Maryi. Tę historię odniosłam do naszej historii – mojego męża Pawła i mojej.

Maryja i Józef byli zaślubieni, jednak nie mieszkali jeszcze razem, bo według żydowskiego zwyczaju mąż przygotowywał dom, a żona wprowadzała się dopiero po jakimś czasie, gdy dom był gotowy.

Właśnie w tym czasie nastąpiło zwiastowanie, Maryja zaszła w ciążę i od razu udała się do swojej krewnej Elżbiety, która też była w ciąży i potrzebowała pomocy.

Po kilu miesiącach Maryja wraca, Józef się cieszy, dom ukończony, rozpoczną wspólne życie…ale, co to, Maryja jest w ciąży…

Jak to? Przecież miało być tak pięknie. Czy Ona mnie zdradziła? – Józef jest zrozpaczony. Kobieta, którą tak kocha zdradziła go? To niemożliwe. Wie, że według obowiązującego prawa, kobiety, które dopuściły się zdrady, kamienowano. Józef jednak tak kocha Maryję, że nie chce, aby Ją to spotkało, więc postanawia Ją oddalić potajemnie.

Maryja zaś nawet mu tej całej sytuacji nie tłumaczy, bo wie, że Józef i tak Jej nie uwierzy. Co mu powie?

Jestem w ciąży z Bogiem? Nie zdradziłam cię z żadnym mężczyzną. Jestem w ciąży za sprawą Ducha Świętego.

Przecież nikt jeszcze wtedy nie wiedział, Kim jest Duch Święty. Maryja więc ufa Bogu i wie, że On się tym zajmie. I tak się dzieje, choć nie wiadomo dokładnie ile czasu minęło zanim Józef się dowiedział o całej sprawie.

W nocy Józefowi przyśnił się anioł i powiedział: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

Kiedy Józef się budzi wszystko staje się jasne. Zapewne biegnie do Maryi, budzi Ją i ze łzami szczęścia w oczach, przytula mówiąc, że wie już wszystko. Oboje nie posiadają się ze szczęścia.

Józef opiekuje się Maryją przez całą ciążę. Staje na głowie, aby Maryi niczego nie zabrakło. Nie lada wyzwaniem jest dla nich obojga podróż do Betlejem na spis ludności. Maryja była tuż przed rozwiązaniem, podróżowała na osiołku, a odległość jaką przebyli wynosiła ok. 150 km. Dodatkowo w Betlejem nie mogli znaleźć noclegu, a czas porodu zbliżał się wielkimi krokami.

Józef wychodził z siebie, robił co mógł. Nie mógł dopuścić do tego, by jego żona rodziła na ulicy. Zdołał załatwić grotę, w której trzymano zwierzęta.

I właśnie w takich warunkach na świat przyszedł Jezus – Zbawiciel świata. Nie w sterylnym szpitalu, tylko pośród odchodów zwierząt.

Niedługo po narodzeniu nowe zadanie stanęło przed Józefem – musiał zabrać Maryję i małego Jezusa i uciekać do Egiptu. Anioł Pański powiedział mu to we śnie: „Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić”.

W Egipcie Święta Rodzina przebywała kilka lat, po czym wróciła do Nazaretu.

Teraz odniosę historię Świętej Rodziny do historii mojej i mojego męża.

My też, niczym Maryja i Józef staliśmy u progu nowego życia – jesteśmy 2 miesiące przed ślubem, wszystko przygotowane…i nagle do Pawła dociera informacja, że miałam wylew. Paweł czuje się, jak Józef, który dowiaduje się, że Maryja jest w ciąży.

I następuje u niego taki czas, jak u Józefa – czas niepewności, w przypadku Pawła tą niepewnością jest pytanie „czy moja narzeczona przeżyje?”

Czas mija, a ja jestem nieprzytomna. Lekarze mówią, że mogę nie przeżyć nocy. Paweł nie wie, co ma robić. Jedzie do domu, idzie spać, a we śnie widzi…mnie. Wołam go. Kiedy się więc budzi jedzie do szpitala.

Przeżyłam noc, przeżyłam dzień, 2 dni, 3 dni…Takie wyczekiwanie, co przyniesie nowy dzień, aż wreszcie nadchodzi fatalny 23 sierpnia – drugi wylew. Teraz może mnie uratować tylko cud, bo leżę na OIOMie kilka miesięcy bez oznak życia. Ale cud nadchodzi – Maryja mnie ratuje i wreszcie kiedy się budzę, nasza radość jest ogromna.

W 2012 r. na świecie pojawia się Jezus. Nasz związek otrzymuje Boży znak jakości, czyli bierzemy ślub.

Ale czeka mnie teraz „pobyt w Egipcie”. Cały czas jest przy mnie mój Józef, czyli Paweł. Organizuje podróż do Egiptu, czyli piknik charytatywny, który umożliwił mi wyjazd na rehabilitację do kliniki w Tajęcinie.

„Pobyt w Egipcie” dobiegł końca, a nasze życie nie jest już takie, jak kiedyś, bo jest w nim Jezus.

Ewelina Szot