Kilka dni temu kościoły pękały w szwach, masa ludzi. A dziś? Pustki.

            Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego w święta do kościoła chodzą tłumy, a ciągu roku (zwłaszcza w tygodniu mało kto).

            Na co ty liczysz?

            Dlaczego przez cały rok chodzisz brudny, a przed świętami idziesz pod duchowy prysznic do konfesjonału, pobieżnie się myjesz i liczysz na to, że to wystarczy?

            Czyż nie jesteś, jak kwiat w wazonie? Piękny przez chwilę (na święta), ale nie ma korzenia i zaraz usycha?

Ewelina Szot