Obecnie czytam książkę Merlina Carothersa pt. „Moc uwielbienia działa!”

Zawiera ona mnóstwo świadectw ludzi, których życie zmieniło się całkowicie od kiedy zaczęli uwielbiać Boga i dziękować Mu za wszystko, zwłaszcza za złe rzeczy w ich życiu. W ten sposób pokazali, jak bardzo ufają Bogu.

Myślicie, że to niemożliwe, no bo, jak można dziękować za złe rzeczy? Otóż można. Sama wcielam w życie tę zasadę od 11 lat.

Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu za moje 3 wylewy i ich konsekwencje.

Doceniam każdą drobną rzecz w moim życiu np. to, że mogę się budzić w moim łóżku – bo wcześniej bardzo często było to łóżko szpitalne.

Albo fakt, że mogę mówić. Doceniasz to, że możesz mówić? To takie oczywiste, co? Otóż nie. Bo ja na kilka dni straciłam mowę całkowicie. Ktoś powie, że mogłam pisać. Nie mogłam – nie miałam tak sprawnych rąk, aby czytelnie pisać.

I tu moja kolejna wdzięczność – dziękuję Bogu za moje czytelne pismo. Dziękuję, że dał mi wytrwałość, która pozwoliła mi ćwiczyć w wielu dziedzinach, by choć po części odbudować to, co utraciłam.

Dziękuję mu, że mam dwoje oczu, bo groziła mi utrata jednego oka, ale postawił na mojej drodze okulistkę, która uratowała mi oko.

Mogłabym jeszcze długo wymieniać za, co jestem wdzięczna, ale tych rzeczy jest tak dużo, że mogłabym wszystkich nie wymienić.

Wniosek z tego taki – chcesz być szczęśliwy? To oddaj Bogu swoje życie, ale nie wybrane kategorie, tylko całe. I dziękuj za wszystko.

Ewelina Szot