Strach i lęk.

Te pojęcia nasuwa dzisiejsza Ewangelia. Nie są one synonimami – nie używa się ich zamiennie, nie mają tego samego znaczenia, zatem co oznaczają?

Strach jest reakcją na realne i konkretne zagrożenie, jest ostrzeżeniem, powoduje mobilizację naszego organizmu, zmusza do działania, dzięki czemu możemy pokonać zagrożenie. Przykładem będzie tu reakcja na spotkanie niebezpiecznego zwierzęcia lub reakcja na wypadek związany ze zdrowiem ludzkim.

Lęk jest stanem niepokoju o charakterze bezpodstawnym, często wywołanym przez wyobrażenia którym nie towarzyszy bezpośrednie zagrożenie zewnętrzne. Przykład: „pada już trzeci dzień, na pewno zaleje nasz dom i stracimy dach nad głową” albo „zawaliłam coś w pracy, szef się dowie, wyleje mnie i z czego ja będę żyła?

Bardzo często ludzie martwią się o rzeczy ziemskie, na które często nie mają wpływu i lękają się czegoś, co może nigdy nie nastąpić.

Natomiast do rzadkości należy troska o dobra duchowe i wartości, o które naprawdę trzeba dbać.

Ludzie boją się zbira w ciemnej uliczce, ale nie boją się Diabła i piekła.

Ludzie boją się złodziei, że ich okradną z dóbr materialnych, ale nie boją się demonów, które ich okradają ze szczęścia, ze spokoju wewnętrznego, z wiary, z nadziei i z miłości.

Ludzie boją się o zdrowie fizyczne, ale o zdrowie psychiczne to raczej nie dbają.

A Jezus mówi: „Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

A czy właśnie przez te twoje nieuzasadnione lęki nie wypierasz się Jezusa? W ten sposób pokazujesz, jak Mu ufasz, więc jakie jest twoje zaufanie względem Boga? Pełne lęku i obaw? To jest zaufanie?