Późnym wieczorem pewien szwajcarski kapłan odprawiał Mszę Świętą w kaplicy w Stich. Zaraz po konsekracji zauważył plamkę krwi na korporale. W momencie podniesienia kielicha dostrzegł kolejną.

Po odprawieniu Eucharystii, ksiądz schował paramenty liturgiczne w bezpieczne miejsce i udał się do chorego duszpasterza parafii, którego zastępował. Pokazał mu poplamiony korporał. Nie mogąc znaleźć naturalnego wyjaśnienia zjawiska, postanowili odesłać go do laboratorium chemicznego, gdzie został on poddany badaniom naukowym. Wyniki były zadziwiające. 4 niezależne analizy wykazały, że plamy pochodzą z ludzkiej krwi. Dyrektor laboratorium klinicznego stwierdził, że w jego przekonaniu krew ta pochodziła od człowieka, który umierał w cierpieniach.

Miesiąc później, 14 lipca 1970 roku, ten sam kapłan przygotowywał się do odprawienia Mszy Świętej. Wcześniej jednak sprawdził stan ołtarza, obrusa, korporałów oraz kielicha. Stwierdził, że są w pełni czyste i nie uszkodzone. Nie upłynęło wiele czasu i w czasie Mszy Świętej, po konsekracji, na korporale znów pojawiły się plamy krwi. Jakby tego było mało, na każdej z nich wyraźnie widoczny był kształt krzyża.

Po zakończeniu Mszy Świętej kapłan zaprosił wiernych do ołtarza, by mogli zobaczyć cud. Podobnie jak poprzednio, postanowiono przebadać plamy, ale w innym laboratorium. Wyniki nie pozostawiały złudzeń – była to ludzka krew.